Twój koszyk jest pusty

Archiwum

Zdecydowaliśmy, że mąż nie będzie przyprowadzał Igi do szpitala. Nie będziemy narażać jej ani innych na zarażenie się czymś, w końcu szpital to szpital – ogromne zbiorowisko ludzi. W dodatku szpital ma jednak jakąś taką atmosferę... dla dziecka pewnie trochę przerażającą. No i ja nadal z wenflonem (dostaję antybiotyk, bo pojawiła się gorączka i stan zapalny), taka w koszuli. Nie, zdecydowanie wolę zobaczyć córeczkę w bardziej cywilizowanych (i, hmm, może tak to trzeba nazwać – bardziej kontrolowanych przeze mnie) warunkach. Iga przesyła mi za to przez tatę mnóstwo laurek i karteczek, które produkuje wprost masowo.

W końcu jednak dostaliśmy zgodę na wyjście, dokonaliśmy skomplikowanych torbowo-strojowych operacji. Niby wszystko było naszykowane, ale jednak... mąż przywiózł mi torbę z rzeczami, w których przyjechałam do szpitala, zamiast tej z ubraniami na wyjście. Musiałam więc ubrać ogrodniczki wielkości sporego namiotu (to nie było takie złe, bo mój brzuch nie zmalał jakoś bardzo, a blizna nadal bolała), ogromniastą bluzkę i buty męża (w końcówce ciąży tak mi spuchły nogi, że w swoje się nie mieściłam). Buty były teraz tak wielkie, że zdecydowałam się opuścić szpital w kapciach. Na szczęście torby z ciuszkami dla małych były w porządku, więc przebraliśmy ich, pożegnaliśmy wszystkich i ruszyliśmy do domu.

W domu czekały na nas stęskniona ramiona dziadków. Babcie porwały dzieci, dziadkowie, po grzecznym i serdecznym „ładne dzieci” udali się do salonu oglądać jakiś mecz, a na mnie rzuciła się Iga. Nawet nie sądziłam, że tak bardzo się za nią stęsknię! Wyściskana, wycałowana i obdarowana górą plastelinowych „prezencików” zostałam porzucona przez mój pierworodny „żywiołek”, który popędził do babć i braciszków. Mój troskliwy mąż odeskortował mnie najpierw do łazienki i czuwał nad tym, żebym nie zemdlała pod prysznicem, a potem do łóżka. I kiedy odetchnęłam z ulgą, bliźniaki chyba wyszły z szoku, w jakim trwały do tej pory, bo najpierw odezwał się jeden, a potem drugi... Jednak nie ma to jak mama i jej piersi.

PomocnicyMamy.pl

ul. Dąbrowskiego 30
32-600 Oświęcim
www.pomocnicymamy.pl
sklep@pomocnicymamy.pl
Koszt wysyłki - wpłata na konto, kurier:
Od 0 zł do 400 zł - 16 zł
Koszt wysyłki - wpłata na konto, poczta:
Od 0 zł do 400 zł - 15 zł

Koszt wysyłki - za pobraniem:
Kurier, powyżej 400 zł. - 22 zł
Poczta, powyżej 400 zł. - 21 zł